Czy egzaminy zależą od siebie, czyli maturalnej kampanii informacyjnej odcinek IX

Dziś będzie trochę o mnie i mojej maturze. Zdawałam ją 14 lat temu (musiałam kilka razy policzyć, bo wydaje się, jakby to było wczoraj ;-)), kiedy obowiązywała – w naszej nomenklaturze – „bardzo stara” matura, czyli ta z dużym, pisanym na kilka stron A4 wypracowaniem z języka polskiego. Z egzaminów z polskiego byłam zwolniona dzięki olimpiadzie polonistycznej, angielski zdałam bez problemu, ale absolutnym horrorem były dla mnie egzaminy, które sama sobie wybrałam…

Wyboru właściwie wielkiego nie miałam, bo jako że uczyłam się w klasie humanistycznej, naturalnym krokiem był wybór historii. Historii, którą bardzo lubię, ale której nie znoszę się uczyć. Co więcej, obciążenie wspomnianą wyżej olimpiadą polonistyczną było na tyle duże, że czasu na naukę historii nie miałam wiele i byłam coraz bardziej przerażona. Wtedy bardzo mądra znajoma historyczka powiedziała mi: „Magda, ale Ty wiesz, że na maturę nie trzeba się uczyć wszystkiego. Na pisemnej zawsze pojawia się jakiś temat z historii do XVIII wieku”. Za moich czasów na egzaminie z historii pisało się – podobnie jak na polskim – wypracowanie. Zachwycona tą radą, na XVIII wieku się zatrzymałam. Obeznana byłam jeszcze w tematyce związanej z II wojną światową, bo to od zawsze mnie interesowało, ale poza tym nie wiedziałam praktycznie nic. Bałam się ogromnie, bo chociaż wiedziałam, że pisemny egzamin jakoś zdam, to na ustnym będzie katastrofa. Kiedyś bowiem, jeśli z egzaminu pisemnego z wybranego przedmiotu dostało się mniej niż ocenę bardzo dobrą, trzeba było podchodzić do egzaminu ustnego, czyli jeden egzamin zależał od wyniku drugiego.

Na moje szczęście temat na maturze pisemnej bardzo przypadł mi do gustu, dostałam piątkę, dzięki której do egzaminu ustnego z historii podchodzić już nie musiałam. Dziś, czy to na maturze w starej, czy to na maturze w nowej formule, każdy egzamin traktowany jest osobno i żaden nie zależy od drugiego, co ma swoje dobre i złe strony. Jakie?

Największą zaletą takiego systemu jest niewątpliwie to, że oblany egzamin np. pisemny polski nie zamyka drogi do ustnego polskiego ani do żadnego innego egzaminu, bo kiedy maturzysta zdaje kolejne egzaminy, nie wie jeszcze, jaki wynik uzyskał z pisemnego polskiego – dowie się tego zwykle w ostatnim dniu czerwca. Co więcej żaden NIEZDANY egzamin nie przekreśla wyników innych egzaminów, można go zdać w poprawce lub w następnym roku. Za moich czasów jeden niezdany egzamin oznaczał, że w roku następnym trzeba było podchodzić do każdego egzaminu na nowo, co wiele osób skutecznie zniechęcało i do dziś matury nie zdały.

Jaka jest wada obecnego systemu? Taka, że nawet 100% zdobyte na egzaminie pisemnym nie oznacza zwolnienia z egzaminu ustnego. Każdy maturzysta obowiązkowo pochodzi więc do egzaminów ustnych z języka polskiego i języka obcego.

Każda z formuł matury ma swoje wady i zalety, ale wszystkie łączy jedno: na żaden z egzaminów nie trzeba umieć wszystkiego, bo nikt nie jest w stanie wszystkiego się nauczyć. Jest gama zagadnień, które rok rocznie się powtarzają, stając się tzw. pewniakami maturalnymi i tego się trzymajmy 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *